Miłość jest chorobą.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Ciężka, czarna świadomość końca spada na mnie i przygniata mą klatkę piersiową. Łzy zasłaniają mi świat, czuje je, tak ciepłe i obfite, gdy żłobią na moich policzkach nurty rozpaczy. To obłęd.
Mała, lodowata żyletka ciąży mi w dłoni. Zrobię to.
Zataczam się, pragnąc wyć z bólu, pragnąc pokazać światu jak bardzo cierpię...
Trzymam to metalowe narzędzie śmierci i nie wahając się przyciskam do delikatnej skóry poniżej nadgarstka. Kropelka krwi spływa po dłoni. Zaciskam wargi i z krzykiem który sam wyrwał mi się z piersi przecinam skórę, tkankę i żyłę.
Krew szybko wzbiera, tak samo jak nieznośnie pieczenie.
Chcę odrzucić żyletkę i błagać śmierć o litość, jednak przekładam ją do drżącej, zranionej ręki i zadaję cięcie na prawej ręce. Krew wybija z żył, niczym woda z górskiej czeluści.
Chwieje się i z przeciągłym jękiem osuwam po chropowatej ścianie. Czekam, zaciskając trupioblade palce i patrzę na na rany, na te swoiste relikwie kultu cierpienia. Kręci mi się w głowie, a pomimo swędzącego pieczenia ogarnia mnie senność. Powieki powoli opadają...
Zapada ciemność.
Dryfuję pomiezy granicą życia i śmierci. Moje myśli są ociężałe i powolne, a gdzieś z tyłu głowy pojawia się informacja że już powinnam nieżyć... Nie wiem ile czasu spędziłam obmywana przez nicość - mogły to być sekundy albo lata. Mimo że nie było tam ani smutku, ani szczęścia, czułam ulgę. Wiruję. Nagle stało się coś dziwnego. Do nieskalanego świata mojego umysłu wdzierają się przebłyski srebrnego światła i rozmazane barwy, niewyraźne kształty. Biorę wdech i bańka pryska.
Powoli wracają mi zmysły.
Spadam w otchłań własnego umysłu, czuję potrzebę pójścia dalej... Zaczynam czuć pulsujący ból, nasilający się z każdą chwilą i przenikliwe zimno. Biorę kolejny wdech i zderzam się z własną świadomością.
Leżę na kłująco-miękkiej ziemi. Mam otwarte oczy, jednak rozmazany obraz dwoi się i troi. Mrugam kilka razy i widoczność powoli się wyostrza. Ogarnia mnie przerażenie - patrzę na srebrną tarczę księżyca prześwitującą przez splątane konary drzew. Jestem przeraźliwie sztywna, zdezorientowana a z mojego gardła wydobywa się niezidentyfikowany charkot. Powoli siadam.
Jestem w szpitalu. Białym szpitalu. Białym, zimnym, dziwnym szpitalu.
Co du się do cholery dzieje?!
Tagi: .
10.08.2011 o godz. 14:15

Witajcie, buahaha, w moich nieskromnych progach. Mam zamiar poprowadzić tu opowiadanie. Kieruje się sercem i ochotą na zrobienie czegoś porządnego (w bardzo rozedrgany sposób). Będę otwarta na opinie - podoba się? Cudownie - miód na serce. Nie podoba - cóż, z chęcią dowiem się dlaczego.
Miłego czytania...
Tagi: .
09.08.2011 o godz. 19:45
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 1 godzine 59 minut
  • Napisanych notek: 2
  • Komentował: 14 razy
  • Zebranych komentarzy: 14
  • Ostatni wpis: 10.08.11, 14:15
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 1906 razy
  • Ilość avatarów: 1
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 3
  • Ostatnie logowanie: 29.04.12, 22:51
  • Ostatnio odwiedzili: LubieCie, Niedzisiejsza, Night, Enjoy, KuroNeko, LoveReggae, honusiaa, Marilyn, Negress, Semi